Magiczny lek na depresję.



Cześć!



Pewnie zastanawiacie się, cóż to za innowacyjny, magiczny lek na depresję. Cóż to za nowość, na Polskim rynku. To pies. Najlepszy przyjaciel człowieka. Pies, który pomaga mi wyjść z depresji.

Lilka jest ze mną dopiero od trzech miesięcy, a już doszczętnie wywróciła moje życie do góry nogami! Jej merdanie ogonkiem i wiecznie zadowolona, głodna mordka, sprawiają, że na mej twarzy pojawia się uśmiech, a serce powoli topnieje. Zabawa, tresura, zajmują moją głowę i wypędzają złe myśli.

Z psem życie wygląda inaczej. Nie ma, że boli - wyjść trzeba. Ze swojej strefy komfortu także. 

Lilka należy do rasy shiba inu, więc wygląda jak malutki lisek. Zachwytów nad jej urodą nie brakuje, tym bardziej, że gdy tylko zobaczy człowieka, lgnie do niego. Taka sytuacja, niestety, sprzyja rozmowie. Mój nowy przyjaciel sprawił, że ta bariera  powoli pęka. Zaczynam z chęcią odpowiadać na pytania, ba, nawet sama rozwijam temat, podtrzymuję rozmowę! To dla mnie coś innego, nowego. Muszę przyznać, że sprawia mi to przyjemność. Przed pojawieniem się Lilki, mogłam jedynie o tym pomarzyć. Było to dla mnie nie osiągalne. A teraz? Otwieram się, przełamuję, uśmiecham. 

Oczywiście, leki biorę. Bezapelacyjnie, one także poprawiają moją sytuację. Pies proces zdrowienia znacznie przyspieszył. Spróbujcie - nawet, gdy nie pomoże w walce z chorobą, 
to zostanie waszym najlepszym przyjacielem na zawsze!





Zdjęcia pochodzą ze strony www.pixabay.com

Komentarze